• Magdalena Tomczyk

Kamperem przez Maroko - Tanger, Asilah, vol I

Aktualizacja: 1 sie 2019

Kamperem do Maroko? Dlaczego nie! 1,5 miesięczna podróż

z północy na południe kraju.


Naszą przygodę z Maroko zaczęliśmy w marcu tego roku, płynąc promem z miasta Algeciras w Hiszpanii do portu Tanger Med w Maroko. Po przewertowaniu różnych blogów podróżniczych wyczytaliśmy, że najtańsze bilety również zakupimy właśnie

w tym mieście. Janusze okazji! Dużo wcześniej musieliśmy też wyrobić sobie zieloną kartę dla naszego domu na kółkach. Trzeba też pamiętać, że otrzymujemy zgodę na wjazd do kraju na 90 dni i ewentualnie później możemy się starać o pozwolenie na dalszy pobyt. Wjazd do Afryki wiąże się z załatwieniem pewnych formalności.


Zaopatrzenie: główny problem to stacje LPG a raczej ich brak więc jadąc do tego kraju pamiętajmy, żeby wcześniej zrobić jego zapas lub na własne ryzyko próbować dolewki u lokalesów. My nie próbowaliśmy. Safety first!


Noc przed wypłynięciem spędziliśmy w porcie w miejscowości Cádiz z widokiem na niesamowity Gibraltar. Zdecydowanie pooolecam! Jedyny minus to dojazd do promu, jednak widoki i "cisza" rekompensują wszystko. Zresztą mając do wyboru parking pod supermarketem przy hałaśliwej ulicy lub nocleg w porcie

- wybór był oczywisty i to za 12€ ze wszystkimi udogodnieniami - woda, itp.



Dzień pierwszy:


Wjeżdżamy na odprawę celną w Hiszpanii. Po okazaniu biletów przed bramkami kierujemy się na nasz wyznaczony pas. Już na wejściu zaczepiają nas ludzie sprzedający darmowe deklaracje wizowe, które trzeba wypełnić na promie (białą)

i oddać je odpowiednim służbom podczas rejsu. Kapitan informuje nas o tym na statku więc wszystko jest jasne. Oczywiście nie kupujemy "żółtych i białych karteczek", które powinniśmy dostać za darmo w kasie podczas zakupu biletu lub na samym promie. ...później już wszystko idzie w miarę gładko.



Jako docelowy port wybraliśmy Tanger Med, mogliśmy też popłynąć do Ceuty, ale pierwszy port jest nowszy i zdecydowanie spokojniejszy, zresztą większość decyduje się na niego ze względu na brak "Hello misterów", którzy wyskakują znienacka chcąc Ci coś sprzedać. Panuje tam większy porządek i nie doznacie od razu szoku kulturowego po zejściu na afrykański kontynent. :P

.

Na granicy zalecają aby uważać na imigrantów, którzy chcą w jakiś sposób przepłynąć do Hiszpanii i podobno potrafią się schować np. w bagażniku Twojego samochodu. My się z niczym podobnym nie spotkaliśmy, aczkolwiek należy zawsze zachować bezpieczeństwo i zamykać samochód nawet podczas jazdy, bo w końcu jesteśmy w obcym kraju. Po dopłynięciu na drugi brzeg służby kierują nas

w odpowiednim kierunku w stronę wyjazdu, pokazujemy dokumenty i jedziemy dalej do odprawy celnej, tam mundurowym musimy przekazać ostatni dokument i pokazać co mamy na pokładzie, 15-30 min później jedziemy dalej...


Do lądu ze względu na opóźnienie promu docieramy dosyć późno, po zachodzie słońca a jeszcze trzeba znaleźć nocleg. Generalnie jest zasada, żeby nie podróżować po zmroku w Maroko ze względów bezpieczeństwa. Chodzi głównie o "luźny styl" jazdy kierowców, często brak włączonych świateł oraz zwierzęta stwarzają duże niebezpieczeństwo na drodze. Z początku trochę źle rozplanowaliśmy czasowo naszą trasę i zmuszeni byliśmy spać na darmowym parkingu koło portu.

Nie polecamy tego miejsca ze względu na hałas, jednak było bezpiecznie ze względu na patrole policji no i nocleg za "friko" :D


Dzień drugi:


Po nieprzespanej nocy ruszyliśmy do miasta Tanger kupić internet. Ze względu na pracę, zdecydowaliśmy na dwie różne karty u dwóch różnych operatorów Orange

i Maroc Telecom. Było to dobre posunięcie, bo czasami jedna z kart potrafiła płatać figle ze względu na zasięgi, no i generalnie jeśli nie widzicie w promieniu kilku km odbiorników to i tak szansa na połączenie się z internetem jest znikoma. Za ok 100zł kupiliśmy internet 27 GB na miesiąc czasu. Zakup takiej karty też nie jest strasznie trudny, tylko najlepiej iść do siedziby operatora i po okazaniu paszportu wszystko jest już załatwione. Pamiętajcie o wyłączeniu swojego własnego internetu, można później się nie wypłacić. Ja za kilka sekund miałam 20zł więcej na rachunku xD


Po internetowych zakupach okazało się, że 30 minut wcześniej ktoś nam założył blokadę na koło. W dużych miastach lepiej przykładać uwagę do tego, gdzie i jak się parkuje samochód, mimo że na to nie wygląda to możemy się zdziwić.

Koszt zdjęcia blokady to 50 zł i na szczęście po paru sekundach zjawił się przemiły człowiek, który ściągnął nasze kajdany, Wszyscy byli strasznie pomocni i pomimo barier językowych można zawsze się porozumieć francusko - angielskim mixem językowym albo na migi :) Dzień pełen wrażeń.


W miejscowości Fez nie spędziliśmy dużo czasu, uznaliśmy, że jest dużo piękniejszych miejsc w Maroko i naszym docelowym planem było ominąć duże miasta. Trzeba jednak przyznać, że miasto jest zadbane i nowa gigantyczna promenada robi wrażenie. Przepych. Jest to zdecydowanie kraj kontrastów.


Tanger

Dzień trzeci:


W końcu dojeżdżamy do naszego miejsca docelowego, czyli do miasta Asilah

- 50 km od Tangieru.. Jest to dobre miejsce na zaaklimatyzowanie się w Maroko, ze względu na spokojny charakter tego miasta. Noc spędziliśmy na swojskim Kempingu Echrigui z biegającymi wszędzie kurami i kotami. Miejscówka usytuowana jest blisko plaży i niedaleko starego miasta, jedynie 15 min spacerem. Koszt to ok 60 dH za noc. P.S Nie nastawiajcie się na luksusy na kempingach w Maroko, zawsze było czysto a to chyba najważniejsze - z ciepłą wodą bywa różnie. ;)





Samo miasteczko Asilah, typowe dla Maroko, współczesne stworzyli Portugalczycy

w XV wieku. Z tego też okresu pozostały mury obronne, które kryją w sobie niesamowite skarby w postaci charakterystycznej dla Maroko architektury. Podobno jest to jedna z najlepiej zachowanych medyn w kraju. Zgadzam się w 100%. Zaraz po przekroczeniu imponującej bramy miasta ukazują się nam urokliwe uliczki,

w których można wręcz zabłądzić z aparatem. Jest to prawdziwy raj dla fotografów.



Dominują tu kolory: biały oraz błękit. Ja zauroczyłam się różnorodnością oryginalnych wejściowych nitowanych drzwi oraz malowniczymi uliczkami zdobionymi donicami

z kwiatami. Z tego miejsca bije prawdziwy spokój.


Jest to również miasto artystów. Pełno tutaj lokalnych galeryjek i przestrzeni wystawowych. Możemy też tu znaleźć małe sklepiki oferujące dywany lub inne pamiątki - "trzy paski" też tu kupicie :P Super sprawą jest co roczny festiwal sztuki, podczas którego artyści z całego świata zostają zaproszeni do tworzenia "street artu".




Asilah jest super alternatywa dla większych miast jak Fez czy Chefchaouen. Jest tutaj zdecydowanie spokojniej i z pewnością można rozkoszować się kwintesencją tego kraju.


12 wyświetlenia
  • Biały Instagram Ikona
  • Biały Facebook Ikona
  • Biały Pinterest Ikona
  • Biały LinkedIn Icon
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now